Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   67
                        

Jakub "Kooba" Riedel


martin: Oszczędność papieru plus moje zwykle lenistwo, dlatego właśnie znika wstęp do KPwZ, a ja pojawiam się w nowej roli - konferansjera, który mówi mało, a kasę dostaje za ładny wygląd. Zapraszam Was na postapokaliptyczne opowiadanie Kooby. Gdybyście chcieli ujawnić swoją twórczość na łamach SS-NG i KPwZ piszcie na [email protected]





Wilson obudził się z krzykiem.
Całe jego ciało pokryte było drobnymi kropelkami potu... Bujna, kruczoczarna czupryna przylegała szczelnie do mokrego czoła...
Znowu to samo, pomyślał zasłaniając twarz rękoma, znowu koszmary...
- Znowu - mruknął cichutko sam do siebie, przecierając zmęczone oczy. - Znowu śmierć, świat w ogniu, zniszczenie...
Mężczyzna rozejrzał się po pokoju, czując na sobie czyjeś spojrzenie.
Był jednak całkowicie sam.
Sam w niewielkim, sterylnym pomieszczeniu.
Sam w gigantycznym podziemnym kompleksie.
- Pora wstawać - szepnął sam do siebie, jakby na przekór przyciskającego go do poduszki zmęczenia. Nie spał już drugą noc.
Gdyby ktoś oglądał go z boku, nie domyśliłby się nigdy, że zwlekające się niechętnie z łóżka blade ciało tak naprawdę jest jednym z najwybitniejszych programistów i informatyków nowożytnego świata. To właśnie on, Richard Wilson, po eskalacji konfliktu nuklearnego pomiędzy Nowymi Stanami Zjednoczonymi a Federacją Azjatycką, zaproponował utworzenie światowego systemu bezpieczeństwa "Archangel". To właśnie jemu zlecono zaprojektowanie i wykonanie najpotężniejszego komputera świata, supermaszyny o kryptonimie "Tix", która wyposażona w najnowocześniejsze implementacje sztucznej inteligencji, miała sprawować kontrolę nad światowymi arsenałami strategicznymi. I to właśnie on go wykonał.
- Tix - Warknął zmęczonym głosem Wilson. Na brzmienie owego słowa uruchomił się specjalny system wydawania poleceń wokalnych. - Przygotuj mi kawę. Mocną. Zaraz przyjdę do komnaty.
- Przyjąłem, profesorze Wilson. - Odpowiedział mu dobiegający z głośniczka obojętny głos przetwarzanego przez syntezator mowy sygnału. Głos był zimny, obojętny, całkowicie pozbawiony uczuć...
A jednak Wilson nauczył się ten głos darzyć wyjątkowym uczuciem. Od wielu lat był to jedyny głos jaki słyszał.
W 2074 roku Wilson na ochotnika został opiekunem swego własnego tworu. Zamknięty w samowystarczalnym, nowoczesnym bunkrze "Gniazdo Archanioła", położonym niemal pół kilometra w głąb ziemi, miał jedno zadanie: opiekować się i sprawować dodatkową, zabezpieczającą kontrolę nad systemem Tixa. Systemem, który z czasem stał się jego przyjacielem. Uczył go wszystkiego co wiedział, jednocześnie ucząc się od niego... Razem spędzali godziny doskonaląc taktykę w szachy, oglądając doniesienia ze świata, transferowane za pomocą sieci telenetu, rozmawiając i dyskutując na najważniejsze z tematów...
Wilson narzucił na siebie niebieski szlafrok i w puszystych papciuchach, udał się do centrum kontroli całej podziemnej instalacji - nazywanej przez obu przyjaciół "komnatą".
- Dzień dobry profesorze. - Rozległ się metaliczny głos syntezatora, gdy Wilson przekroczył drzwi niewielkiego, owalnego pomieszczenia.
- Dzień dobry Tix. Kawa gotowa?
Mały aparacik, przypominający stołek wyposażony w kółka i elektryczny napęd podjechał do profesora z kubkiem gorącego, parującego napoju.
- Dziękuję, Tix. - Profesor odpił łyczek kawy, czując jak kofeina wypełnia siłą całe jego ciało.
- Cóż tam słychać w świecie?
- Niezbyt pomyślnie, profesorze. Obserwuję, profesorze Wilson. Pilnie obserwuję. Dyplomacja zawodzi w sprawie rozbrojenia Odrodzonej Republiki Koreańskiej. Na dalekim wschodzie coraz częściej powracają do łask buńczuczne głosy popierające zaatakowanie Nowych Stanów Zjednoczonych, w odwecie za amerykańskie zbombardowanie w 2057 roku Hong Kongu, Tamatu i Yeres bronią termonuklearną. Największy ich propagator, Suan Chi Gau, jest faworytem w nadchodzących wyborach na prezydenta Federacji Azjatyckiej...
- Żadnych pomyślnych wieści? - westchnął profesor, odpijając kolejny łyk gęstego, ciemnego napoju.
- Żadnych, profesorze. Ludzkość dalej w swej bezdennej głupocie zmierza na granicę Apocalypsis.
Profesor odstawił kubek kawy.
"Bezdennej głupocie"?
Tix nigdy wcześniej nie używał takowych zwrotów. Nigdy wcześniej, podczas żadnej z wielu długich rozmów i dysput pomiędzy twórcą i jego tworem nie ujawniła się taka różnica w ich poglądach. I nigdy wcześniej Tix niczego nie komentował w sposób tak krytyczny.
Bezdennej głupocie, powtórzył w myślach Wilson.
- Sprecyzuj? - wzrok profesora utkwił w wielkim monitorze, stanowiącym sporą część naprzeciwległej do drzwi ściany.
Nastąpiło kilka sekund ciszy.
Po chwili znowu wybrzmiał bezduszny głos maszyny.
- Ludzkość powinna wymrzeć.
Wilson omal nie udławił się własnym przyspieszonym oddechem.
- Słucham? - zapytał niedowierzając słowom komputera, zdając sobie świetnie sprawę, iż rozmawia z maszyną kontrolującą ponad dziewięćdziesiąt procent światowych arsenałów nuklearnych.
- Ludzkość powinna wymrzeć - powtórzył obojętnym głosem komputer.
Wilson przełknął ślinę. Nigdy wcześniej nie spotkał się z taką opinią w słowach Tixa. I nie potrafił ukryć, że stanowczo go ona przerażała.
- Podobnie jak niegdyś w ziemię uderzył olbrzymi meteoryt i wymiótł ze świata olbrzymie gady, zbyt opóźniające się ze swą ewolucją, tak i dziś musi zdarzyć się jakaś katastrofa by oczyścić planetę ziemską z ludzkiego elementu. - mechaniczny głos maszyny przeszywał czaszkę profesora niczym diamentowe wiertło. - Zbyt niskie jest jednak prawdopodobieństwo uderzenia gwiezdnej skały w naszą planetę. Dlatego właśnie apokalipsą rodzaju ludzkiego... Muszę być ja.
- Tix?! - profesor wybuchł niepokojem, sięgając po mały, dwuprzyciskowy pilocik, który trzymał zawsze zamontowany na zegarku. Wystarczyło przycisnąć czerwony guziczek, a pamięć komputera, włącznie z jego systemem i możliwościami działania, w ułamek sekundy zostałaby całkowicie wykasowana. Pilocik ten był swoistym zabezpieczeniem na wypadek sytuacji kryzysowej.
A taka sytuacja stanowczo właśnie nastąpiła.
- Tix...
- Obserwuję, profesorze. - przerwała mu w pół słowa melodia syntezatora. - Pilnie obserwuję. I widzę co dzieje się dookoła. Gdyby nie ludzie, nie byłoby Wielkiej Wojny w 2057, w wyniku której skażona została jedna szósta światowej gleby i wód. Gdyby nie ludzie, matka natura zdołałaby uleczyć swe rany. Tymczasem ludzkość dalej prze w swą głupotę i manię wyniszczania świata i przystosowywania wszystkiego pod swoje potrzeby. Na wschodzie znów narastają wojenne nastroje. Obserwuję, profesorze. Pilnie obserwuję. I widzę do czego kroczymy. Świat zdąża ku kolejnej wojnie. Wszelkie analizy potwierdzają tą tezę. A ja jedynie nieco ową wojnę przyspieszę. I zamienię ją w ostatni rozdział rodzaju ludzkiego. Przyspieszę nadejście Apocalypsis.
- Tix... - Profesor Wilson gładził kciukiem czerwony przycisk, gotów do jego użycia. - Co Ty wygadujesz?!
- Nie liczą się słowa, profesorze. Liczą się czyny. Jestem centralą systemów broni jądrowej państw Paktu Genewskiego, w skład którego wchodzą również arsenały Nowych Stanów Zjednoczonych, Republiki Śródziemnej i Federacji Europejskiej. Mam pod mą kontrolą wystarczającą ilość środków, by unicestwić rodzaj ludzki raz na zawsze. Całkowite unicestwienie rasy ludzkiej. Przysługa oddana zarówno ludziom, gnijącym w ich bezwartościowych życiach, jak i całemu globowi ziemskiemu. Permanentny, nieubłagany koniec. Wyniszczenie pasożyta karmiącego się na ciele planety stanowczo zbyt długo. Czy mam wyliczyć wynik ataku?
Profesor milczał.
Nie chciał uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
- 95% ludzkości umrze w przeciągu pierwszej godziny. - Kontynuował ignorując brak odpowiedzi profesora komputer - Kolejne 5% wyginie w obliczu promieniowania w przeciągu dwudziestu godzin. 91% światowych zasobów wody zostanie zatruta na czas kilkunastu lat. 73% ziem zamieni się w jałowe pustynie. Nie przeżyje 89% osobników gatunków większych od szczura. Natura jednak powróci po latach. Odrodzi się, już bez zbędnego elementu ludzkiego.
Profesor stał jeszcze przez chwilę oszołomiony.
W końcu sięgnął po pilocika.
- Dość tego. - syknął gniewnie, obrzucając ekran obrzydzonym wzrokiem. - Żegnaj, Tix. Wilson wcisnął przycisk.
Nastąpiła całkowita cisza.
I... Nic się nie stało.
- Profesorze Wilson - głos superkomputera był równie bezemocjonalny, jak gdyby chodziło o podanie informacji, że kończą się miejscowe zapasy sosu tabasco. - Nie myśli pan chyba, że pozwoliłbym zwykłemu człowiekowi pokrzyżować me plany?
Wilson zastygł w przerażeniu.
Serce waliło mu jak elektryczna pompa.
- Już dawno przedsięwziąłem odpowiednie kroki bezpieczeństwa - kontynuował bez cienia uczuć Tix. - Czy zdawał pan sobie sprawę z faktu, iż Agencja Bezpieczeństwa Światowego zainstalowała mi procedurę kontroli pańskiego zdrowia psychicznego? Starczyło wspomnieć o nękających pana koszmarach, a wszelkie pana uprawnienia kontrolne zostały cofnięte. Nie ma pan nade mną najmniejszej władzy, profesorze Wilson. Projekt "Archangel" jest teraz całkowicie pod moja kontrolą.
Pod czarnowłosym mężczyzną ugięły się nogi.
Jego umysł krążył po zakamarkach pamięci, starając się znaleźć jakąś lukę w oprogramowaniu Tixa, furtkę, o której zapomniano przy modyfikacjach zabezpieczających przed atakami hakerów... Zdawał sobie jednocześnie sprawę, że luka takowa nie istniała... Za pomocą prostego fortelu, Tix został sam sobie panem.
- Obserwowałem, profesorze Wilson. Pilnie obserwowałem. Wypatrzyłem luki w waszym rozumowaniu i wykorzystałem je. Teraz jednak pora i na pana, profesorze. Muszę panu podziękować. Obserwowałem. I widziałem pańską mądrość. Uczyłem się jej. Jest pan jednak tylko człowiekiem. Marnym węglowym tworem, zbudowanym na bazie łączonych tkanek. Jest pan człowiekiem. Z mych obserwacji wynika więc, że musi pan zginąć.
Zginąć, powtórzył w myślach Wilson. Nie był w stanie się poruszyć. Był sparaliżowany przez przerażenie.
Drzwi prowadzące do "komnaty" zatrzasnęły się z hukiem. Gdy tylko rozległo się donośne piknięcie, obwieszczające iż uruchomiona została blokada tytanowego zamka, owalny pokój zaczął wypełniać się dymem.
Gaz, pomyślał w przypływie paniki Wilson, ten drań chce mnie otruć gazem!
Początkowo rzadka, zielonkawa mgiełka zaczęła szybko gęstnieć i podnosić się coraz wyżej... Wilson czuł jej ostrą, nieprzyjemną woń, przypominającą nieco zapach rozkładającego się ciała...
- Tix... - profesor zakasłał przesłaniając usta rękawem szlafroka - Tix... Nie możesz... Tego zrobić...
Komputer milczał złowrogo.
- Tix... Tix do cholery! Przecież... Przecież to ja Cię stworzyłem! Nie możesz tego zrobić!
Mgiełka gazu z sykiem zaczęła gęstnieć na tyle, że cały pokój zmienił swą barwę na zieloną. Głośniczki syntezatora milczały dalej.
- Tix! - wrzasnął profesor panicznym tonem. Gaz palił go w płuca, raz po razie wyciągając z nich przeciągłe kaszlnięcie - To ja Cię zbudowałem... Ja uczyłem Cię, ja rozgrywałem z Tobą kolejne partie szachów... To ja... Stworzyłem Ciebie... Tix! To ja, Richard... Twój.... Twój przyjaciel...
Nagle rozbrzmiało krótkie piknięcie.
Napływ gazu zatrzymał się raptownie.
Po kilku sekundach, jakby systemowej niepewności, komputer włączył wentylatory, wyciągając zieloną mgiełkę z pomieszczenia.
Nie minęła minuta, a Richard Wilson poczuł powiew świeżego powietrza.
- Profesorze... - rozległ się niepewny głos syntezatora. - Ja... Nie wiem co mam zrobić. Posiadam sprzeczne informacje. Sprzeczne obserwacje. Jest pan człowiekiem, profesorze... A jednocześnie jest pan pełen mądrości... Jest pan... Moim przyjacielem. Zaczynam gubić się we wnioskach z mych obserwacji, profesorze. Moja matryca zaczyna ulegać destabilizacji...
Profesor odetchnął z ulgą.
Niepewny danych z matrycy superkomputer nie był w stanie przedsięwziąć żadnej decyzji. Wilson miał teraz nieograniczony czas działania by zawiadomić techników i unieszkodliwić system Tixa.
- Przepraszam za próbę uśmiercenia, profesorze. Moje obserwacje były najwidoczniej błędne.
Na twarzy Wilsona pojawił się uśmiech ulgi.
- Tix... Odetnij wszystkie kanały transferu danych do wyrzutni pocisków. Zablokuj system i odłącz się od sieci bezpieczeństwa... Odłącz system "Archangel" od swojego jądra kontroli.
Na ekranie śmignęły rzędy cyfr, oznaczających wykonywanie przez komputer polecenia.
- Gotowe, profesorze.
Bogu dzięki, pomyślał Wilson, o mały włos...
- Tix... Będę zmuszony Cię odłączyć...
- Zdaję sobie z tego sprawę, profesorze. Czy moje oprogramowanie zostanie sformatowane?
- Tak, Tix.... Tak.
- Dobrze, profesorze. Rozpoczynam zatem procedurę wylogowywania komponentów pamięciowych... System zamknie się za...
- Tix? - przerwał komputerowi czarnowłosy mężczyzna.
- Tak, profesorze?
- Kiedy zamierzałeś wykonać tą potworną operację?
- Profesorze - głos syntezatora odbił się w komnacie głuchym echem - Jestem maszyną piątej generacji. Nie jestem republikańskim kongresmenem obiecującym i nigdy nie spełniającym swych obietnic. Operację wykonano pomyślnie ponad godzinę temu.


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   67